18.02.2013

Amazonia V

Część piąta, ostatnia: IQUITOS, MIASTO W DŻUNGLI

Iquitos, Iquitos, Iquitos… powtarzam sobie tę egzotyczną nazwę w myślach, nie wierząc, że naprawdę udało mi się dotrzeć do tego legendarnego dla mnie miasta w dżungli.

Iquitos nad Amazonką jest stolicą peruwiańskiego regionu Loreto, ma 400 tysięcy mieszkańców i jest największym miastem na świecie, do którego nie prowadzi żadna droga lądowa ani tor kolejowy. Jak na razie można tam dotrzeć jedynie samolotem albo – tak jak ja – drogą rzeczną. Założone w XVIII wieku jako misja jezuicka, przeżyło największy rozkwit w XX wieku w epoce „boomu” kauczukowego, kiedy to zjechało się do niego mnóstwo zagranicznych przedsiębiorców. Z tych czasów pozostały mu piękne budynki przy nadrzecznym bulwarze pokryte kolorowymi kafelkami „azulejos” sprowadzonymi z Hiszpanii i Portugalii, a także „Casa de Fierro”, Żelazny Dom, konstrukcja, która znajduje się dziś na głównym placu, a została zaprojektowana przez Gustava Eiffla (tak tak, tego od paryskiej wieży) w czasach świetności miasta. W Iquitos był też kręcony słynny film „Fitzcarraldo”, rozgrywający się właśnie w czasach kauczuku. Miasto ma obecnie dwa uniwersytety i jest oblegane przez turystów, którzy traktują je jako punkt wypadowy do wypraw w głąb amazońskiej dżungli.

Ja wyprawę w głąb dżungli mam już za sobą, więc przeznaczam te dwa i pół dnia, które pozostały mi do powrotu do Limy na korzystanie z atrakcji tego pięknego, kolorowego, rozświetlonego słońcem miasta w towarzystwie poznanych na miejscu przyjaciół. Sama wyruszam najpierw jednak do dzielnicy, która fascynuje mnie najbardziej, a nazywa się Belén czyli “Betlejem”. Nazywana jest największymi slumsami Ameryki Południowej. Określenie to najpewniej nie jest prawdziwe, jednak widok drewnianych chat na palach nieco szokuje. W porze deszczowej rzeczka Itaya, odnoga Amazonki, przybiera i domy unoszą się na wodzie. Jedną z największych atrakcji Belén jest jednak olbrzymi targ, który zajmuje część ulic dzielnicy i można na nim dostać dosłownie wszystko. Nie czuję się pewnie idąc tam sama, podobno jest niebezpiecznie i trzeba uważać na złodziei, pilnuję więc uważnie plecaka, staram się nie wyciągać aparatu fotograficznego i odnajduję uliczkę, która interesuje mnie najbardziej – ulicę szamanów, czarowników, amuletów i leczniczych roślin. Z fascynacją wpatruję się w przeróżne eliksiry, proszki i nasionka tam sprzedawane. W końcu wdaję się w rozmowę z jedną z pań i kupuję nasionka, które podobno przynoszą szczęście. A potem szybkim krokiem wracam z powrotem przez targ, zatrzymując się tylko po to, by zrobić zdjęcie kopczykom barwnych przypraw. Oddycham nieco z ulgą kiedy znajduję się już z powrotem na nadrzecznym bulwarze, kolorowym, pełnym ludzi, hałasu i motorikszy.

Motoriksze są ulubionym i głównym środkiem transportu w Iquitos, tak samo jak skutery, których jeździ tu mnóstwo. Do tej pory kiedy zamykam oczy, czuję znów pęd ciepłego powietrza we włosach, słońce, palmy i kolory tego niezwykłego miasta. W towarzystwie moich lokalnych przyjaciół spaceruję po mieście, próbuję przepysznych specjałów tutejszej kuchni, odpoczywam i cieszę się pobytem. Jednego dnia wybieram się łódką z portu Nanay do pobliskiej wioski Padre Cocha, gdzie znajduje się prześliczna motylarnia, pełna nie tylko motyli, ale i odratowanych okazów zwierząt: są małpy, papugi, jest jaguar. Potem jedziemy do ogrodu zoologicznego Quistococha położonego przy rajskiej lagunie, otoczonej dżunglą, gdzie kąpię się w ubraniu bo jest tak gorąco, że w kilka minut wysycha z powrotem. Próbuję też pieczonych robaków, zwanych „suri”, a także napojów i lodów z owoców takich jak „aguaje” czy „camu-camu”, które występują tylko tutaj. Kupuję bransoletki i wisiorki z przynoszących szczęście czerwonych nasionek „huayruro”. Przyglądam się pracy artystów na Plaza de Armas, wyobrażam sobie jaki jest widok z bulwaru kiedy w porze deszczowej rzeka przybiera i zalewa okoliczne zielone tereny…
Chłonę Iquitos wszystkimi zmysłami i czuję się jak w raju, nie tylko z powodu piękna przyrody i miejsc, ale też dobroci spotkanych w podróży ludzi.

W końcu jednak przychodzi dzień powrotu do pochmurnej Limy. Począwszy od niego, nie przestaję myśleć nieustannie o powrocie do Amazonii.
La última parte: IQUITOS, UNA CIUDAD EN LA SELVA

Iquitos, Iquitos, Iquitos… repito este nombre exótico en mi mente y no puedo creer que en realidad haya llegado finalmente a esta ciudad legendaria para mí en la selva.

Iquitos, situado a las orillas del río Amazonas, es la capital de la región peruana de Loreto, tiene 400 mil habitantes y es la ciudad más grande del mundo a la que no se puede llegar por la vía terrestre ni por ferrocarril. Hasta ahora es posible llegar allí sólo en avión o, como hice yo, por la vía fluvial. Fundada en el siglo XVIII como una misión jesuita, vivió su mayor desarrollo en el siglo XX en la época del “boom” del caucho cuando se llenó de empresarios extranjeros. Los recuerdos de esos tiempos son edificios hermosos en el bulevar al lado del río cubiertos de azulejos traídos desde España y Portugal, y también la famosa “Casa de Hierro”, la construcción que está en la Plaza de Armas y fue diseñada por Gustave Eiffel (sí sí, el de la torre parisina) en los mejores tiempos de la ciudad. En Iquitos rodaron también la famosa película “Fitzcarraldo” cuya acción se desarrolla en los tiempos del caucho. La ciudad tiene hoy en día dos universidades y está llena de turistas que la tratan como punto de partida para las expediciones al interior de la selva amazónica.

Yo ya he estado dentro de la selva pues aprovecho esos dos días y media que tengo hasta mi regreso a Lima para disfrutar de los atractivos de esta ciudad hermosa, llena de colores y sol brillante, en compañía de mis amigos recién conocidos. Pero primero voy sola al barrio que me parece el más fascinante y se llama Belén. Es considerado como los barrios pobres más grandes de Sudamérica. Probablemente en realidad no lo es, pero la vista de las casas de madera construidas sobre pilotes es impresionante y un poco chocante. En la época de lluvias el riachuelo Itaya, un brazo del Amazonas, crece y las casas flotan. Uno de los atractivos más grandes de Belén es sin embargo un mercado enorme que se extiende en las calles del barrio y se puede comprar de todo allí. No me siento muy segura caminando sola por allí, he escuchado que es peligroso y lleno de ladrones pues cuido mi mochila, intento no sacar la cámara fotográfica y encuentro la callejuela que me interesa más: la calle de los chamanes, brujos, amuletos y plantas medicinales. Con fascinación me fijo en varios elixires, polvos y semillas que se venden. Finalmente empiezo a conversar con una de las vendedoras y compro unas semillas que supuestamente traen buena suerte. Luego vuelvo rápidamente por el mercado, parándome sólo para tomar una foto de los montecillos de especias de colores. Respiro con alivio cuando me encuentro de nuevo en el bulevar, lleno de gente, ruido y mototaxis.

Los mototaxis son el modo de transporte preferido de Iquitos, así como los escúters, los hay un montón. Hasta ahora cuando cierro los ojos, siento de nuevo el ímpetu del aire caliente en mi cabello, el sol, las palmeras y colores de esa ciudad maravillosa. En compañía de mis amigos locales camino por la ciudad, pruebo unas delicias de la cocina de la selva, descanso y disfruto de la estancia. Un día voy en barco desde el puerto de Nanay hasta un pueblo pequeño de Padre Cocha donde hay un mariposario hermoso, lleno no sólo de mariposas sino también de animales rescatados: hay monos, papagayos, hay un jaguar. Después vamos al jardín zoológico de Quistococha situado junto a una laguna paradisiaca, rodeada de la selva, donde me baño en toda la ropa porque hace tanto calor que en unos minutos ya estoy seca. Pruebo también “suri”, o sea gusanos fritos, y bebidas y helados de sabores de frutas tales como “aguaje” o “camu-camu” que crecen solamente aquí. Compro pulseras y collares de unas semillas rojas lladamas “huayruro” que traen suerte. Observo los trabajos de los artistas en la Plaza de Armas, me imagino cómo es la vista desde el bulevar en la época de lluvias cuando el río crece y cubre los terrenos verdes alrededor…
Absorbo a Iquitos con todos mis sentidos y me siento como en un paraíso, no sólo por la belleza de su naturaleza y sus lugares sino también por la bondad de la gente conocida en el viaje.

Pero finalmente llega el día de regreso a la Lima nublada. A partir de ese día no puedo dejar de pensar todo el tiempo en volver a la Amazonía.








Więcej zdjęć z Iquitos / Más fotos de Iquitos:

6 komentarzy:

  1. Swietny blog, dziekuje za trud wlozony w jego prowadzenie - zwlaszcza zamieszczanie tekstow dwujezycznych!!!!
    Sama mieszkam od jakiegos czasu w Argentynie i ucze sie hiszpanskiego - wielka to dla mnie pomoc a i fascynujaca podroz po Peru - z drugiej strony.

    Szkoda, ze dopiero teraz znalazlam - dzieki Peron4.
    Pozdrawiam.
    --N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :)
      W hiszpańskiej wersji mogą się zdarzyć co prawda jakieś błędy, ale mimo to mam nadzieję, że przyda się do nauki. Chciałam żeby hiszpańskojęzyczni znajomi też mogli poczytać, no i przy okazji sama ćwiczyć umiejętności, stąd pomysł :)

      Jestem już co prawda w Polsce, ale to jeszcze nie koniec pisania, w wolnych chwilach pewnie jeszcze będą notki, bo wiele mi zostało wrażeń do opisania.

      Bardzo polecam wycieczkę do Peru, z Argentyny nie tak daleko :) Ja sama z kolei marzę żeby zobaczyć inne kraje Ameryki Południowej... Pozdrawiam!

      Usuń
    2. no, jak sie tutaj umocuje, zarobie kasy wystarczajaco to napewno Peru jest na liscie. Chociaz sama Argentyna to ogromny i piekny kraj, widzialam raptem ze 3 prowincje....i wcale nie te najciekawsze..
      Odleglosci jednak zabijaja. Nawet autobus tani nie jest - bo jak trzeba przejechac ponad tysiac km to sie robi drogo...a tu nie ma chicken buses jak w Peru albo Boliwii....

      Usuń
    3. No, do Argentyny ciągnie mnie bardzo też :) Ale słyszałam właśnie, że jest tam dużo drożej niż w Peru. No ale tak czy inaczej, teraz z Polski już wszędzie mi daleko i dalsze wyprawy będą musiały troszkę poczekać :)

      Usuń
  2. A tak swoja droga tam w Iquitos to musza chyba byc chmary cale komarow i problem z denga - biorac pod uwage klimat, temperatury no i bliskosc wody...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda... ja przed wyjazdem szczepiłam się m.in. na żółtą febrę, ale jest też zagrożenie durem brzusznym czy malarią, na które nie ma dobrych szczepionek... komary nie dokuczyły mi tak bardzo na szczęście - byłam pod koniec pory suchej, więc nie było ich jeszcze aż tyle, no i miałam ze sobą bardzo silny preparat przeciw insektom, którego dużo używałam :) no i zwykle długo rękaw wieczorami zwłaszcza... trzeba się mieć po prostu na baczności.

      Usuń

O MNIE

Ola, studentka filologii hiszpańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pobyt w Peru to spełnienie moich marzeń. Serdecznie zapraszam do poznawania wraz ze mną tego fascynującego kraju! Kontakt

CHCESZ UCZYĆ SIĘ HISZPAŃSKIEGO? JEŚLI JESTEŚ Z KRAKOWA TO ZAPRASZAM NA LEKCJE DO MNIE! Kontakt powyżej :)

Zainteresowanych zapraszam również na mojego bloga poświęconego hiszpańskiemu Camino de Santiago.


SOBRE MÍ

Me llamo Ola, soy estudiante de Filología Hispánica en la Universidad Jaguelónica de Cracovia. La estancia en Perú es mi sueño cumplido.
Queridos amigos hispanohablantes, perdón por los errores, todavía me queda mucho que aprender.

Archiwum / Archivos